Szukaj na tym blogu

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przesilenie letnie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przesilenie letnie. Pokaż wszystkie posty

Mea maxima culpa


Zastanawia mnie ta sprawiedliwość. Sprawiedliwie jest, gdy wymierza się nam karę? W naszym wyobrażeniu o wymierzaniu sprawiedliwości możemy się koncentrować albo na karze albo na nagrodzie. Tu widzę ten akcent na karę. Za co? - Takie pytanie w komentarzach po poprzedniej notce [Piękne bankructwo] zadała mi Rapunzel. Zgodnie z obietnicą - odpowiadam, za co:


Wina Izraela

Utył Jeszurun i wierzga
- grubyś, tłusty, otyły.
Boga, Stwórcę swego porzucił,
zelżył Skałę, swoje ocalenie.
Bogami obcymi do zazdrości Go pobudzają
i gniewają obrzydliwościami.
Złym duchom składają ofiary, nie Bogu,
bogom, których oni nie znają,
nowym, świeżo przybyłym -
nie służyli im wasi przodkowie.
Gardzisz Skałą, co ciebie zrodziła,
zapomniałeś o Bogu, który cię zrodził.

Pwt 32, 15-18


Sakrament pokuty, zwany też sakramentem pojednania musi spełniać pięć warunków: 1) przeprowadzenie rachunku sumienia, 2) wzbudzenie w sobie żalu za grzechy, 3) podjęcie mocnego postanowienia poprawy, 4) odbycie spowiedzi sakramentalnej, 5) zadośćuczynienie wobec tych, których skrzywdziliśmy.

W swoim sumieniu znajdowałam winę, za którą żałowałam, i którą wyznałam w konfesjonale. Niech pozostanie ona tego konfesjonału tajemnicą. Rozgrzeszenie otrzymałam, a pokutę zadość czyniącą Bogu i ludziom wypełniam. Z pożytkiem duchowym dla siebie samej.


05.07.2008


KOMENTARZE - tutaj


.

Piękne bankructwo


Długi są jak choroba. W pewnych okolicznościach może w danym człowieku ujawnić się wrodzona skłonność do ich zaciągania, będąca przejawem naturalnej niefrasobliwości lub nadmiernej łatwości w podejmowaniu ryzyka. Można się nimi zarazić lub samemu innych zarazić, gdy kłopoty finansowe jednej osoby lub jednej instytucji na zasadzie łańcuszka stają się powodem kłopotów osób trzecich.

Można w długi wpaść z powodu podjęcia złej decyzji, tak jak z powodu źle postawionego kroku można uszkodzić ciało, czasami nawet bardzo poważnie, a w konsekwencji stać się ciężarem dla osób lub instytucji, na które spadnie ciężar opieki nad poszkodowanym. Bywają długi jak nieuleczalne choroby – takie, które nigdy nie ulegają przedawnieniu. Do nich należą długi honorowe.

Dłużnik więc – podobnie jak człowiek chory – potrzebuje miłosierdzia. Bóg objawiający się w Piśmie Świętym bierze go w obronę [Mt 19,23-35]. Tak bowiem, jak sprawiedliwość każe długi zwracać, tak miłosierdzie wzywa do długów darowania. Mądrość natomiast pomaga w każdym indywidualnym przypadku postawić właściwą diagnozę i w zależności od oceny sytuacji zastosować większą dawkę sprawiedliwości lub miłosierdzia wobec danego dłużnika.

*

Prawda o moim bankructwie [Zmęczenie] zawarta jest między nakazem sprawiedliwości a wezwaniem do miłosierdzia; między opinią biegłego księgowego opracowaną na zlecenie sądu w pierwszym z procesów, a Psalmem 38, który był moją najpierwszą linią obrony – wyznaniem grzechów i błaganiem skierowanym do Boga o miłosierdzie nade mną [Mea maxima culpa].

W ocenie biegłego przyczyną kłopotów finansowych zarządzanej przeze mnie spółki z ograniczoną odpowiedzialnością był poważny spadek obrotów. Biegły stwierdził również, że zbyt późno - w stosunku do wymagań formalnych wynikających z kodeksu handlowego - złożyłam wniosek o ogłoszenie upadłości spółki.

W czasie procesu próbowałam wykazać, że ze względu na specyfikę firmy kontynuowanie działalności stanowiło jedyną szansę spłaty zobowiązań. Wyrok sądu był miłosierny – chociaż wniosek o ogłoszenie upadłości był spóźniony, to jednak strata, jaką z tego powodu poniósł pozywający wierzyciel była niewielka i proporcjonalnie do niej zasądził jedynie częściową spłatę zobowiązania.

W ostatecznym rozrachunku, po uwzględnieniu przez sąd wszystkich okoliczności sprawy, suma którą musiałam zapłacić pozywającemu nie pokrywała nawet wszystkich kosztów dochodzenia przez niego należności, tzn. wynagrodzenia prawnika, opłat sądowych, kosztów nieskutecznych egzekucji komorniczych. Widzę w tym pewną sprawiedliwość, gdyż – jak próbowałam wykazać w czasie procesu – mój wierzyciel od samego początku, od chwili powstania zadłużenia, z premedytacją pozornie godził się na polubowne załatwienie sprawy, a potem cynicznie unikał podjęcia jakiejkolwiek decyzji, grając w ten sposób na zwłokę. W mojej ocenie przez siedem lat dążył on do zbicia interesu na rosnących odsetkach.

*

Wierzycielom należne jest spłacenie długów, ale nie są oni wyłączeni spod osądu sprawiedliwości. Podobnie jak różne są typy dłużników, tak samo zróżnicowane są postawy wierzycieli. Spotkałam się z bardzo różnymi reakcjami w stosunku do mnie jako dłużnika, nieraz bardzo boleśnie raniącymi. Jednak zdecydowana większość wierzycieli – instytucjonalnych i prywatnych – okazała mi daleko idące zrozumienie i miłosierdzie.

Przez cały czas gorąco modliłam się za wszystkich swoich wierzycieli, gdyż to przede wszystkim mogłam im ofiarować. Nie słyszałam, żeby którykolwiek poważnie ucierpiał finansowo z powodu niespłaconych przeze mnie długów. Ja natomiast po pięciu latach zmagań finansowych mogłam Bogu tylko dziękować za to piękne bankructwo.

Wcześniej - przez dziesięć lat prowadzenia firmy - osunęłam się duchowo. Dzięki bankructwu wróciłam do wewnętrznej równowagi. Moja dusza została głęboko przeorana, a ja skutecznie upokorzona. Bóg wymierzył mi miłosierną sprawiedliwość, a wierzyciele, którzy okazali mi miłosierdzie, miłosierdzia mnie nauczyli. [Księgowy Krescencjusz]


21.06.2008


KOMENTARZE - tutaj 



22 października 2025 – [Dzisiaj – zobaczyłam]! Od "pięknej modlitwy" do "pięknego bankructwa"? Czy moje "piękne bankructwo" nie było realizacją mojej własnej modlitwy? Tutaj może być odpowiedź: [Nie chcę być smutna]



.

Zmęczenie


Barometr drgnął. Zmęczenie teraźniejszością zmieniło się w odnalezienie dna. Odnalazłam dno – w sobie. To mocny punkt oparcia. Uczę się być - tu i teraz. Znowu.

*

Ten maraton trwa już prawie dziesięć lat. Śmierć Mamy nie pogrążyła mnie w smutku. Gdy umarła miała 86 lat i była wyniszczonym miażdżycą wiórkiem, któremu śmierć przyniosła wybawienie. Podobnie jak prawie 25 lat wcześniej, gdy umarł Ojciec [Świadectwo], również Jej śmierć okaże się wstępem do mojego kolejnego spotkania z Bogiem, do ponownego nawrócenia [Być mniszką].

Od zachwytu Bogiem prawie natychmiast zostaję przeniesiona pod ostry ogień kolejnych nieszczęść. W ciągu paru miesięcy bankrutuje jednoosobowa spółka, którą założyłam 10 lat wcześniej. Niemal z dnia na dzień obroty maleją o 60-90 procent – bez żadnej racjonalnej przyczyny. Zawala się jak domek z kart.

Wierzyciele, prokuratura, policja, nakazy, komornicy, wygolone osiłki, trudne sprawy sądowe, w których sama występuję jako własny obrońca. Nieprzerwana lawina ciosów trwała 7 lat. Na szczęście klienci nawet nie zauważyli finansowych problemów firmy. Również jej pracownicy nie ucierpieli finansowo. Część zobowiązań wobec dostawców towarów i usług oraz wobec fiskusa udało mi się sukcesywnie spłacić, część uległa przeterminowaniu, część ciągle wisi nade mną, również długi prywatne, które nie podlegają przedawnieniom. Żyję z dnia na dzień. Dookoła mnie gruzy. [Piękne bankructwo]

Na bankructwo finansowe nakłada się bankructwo w sprawie bardzo osobistej. Tu nie ma gruzów – tu jest jedna wielka rana w sercu. Wieloletni stres zaczyna zbierać swoje żniwo - zaczynają się kłopoty ze zdrowiem. A żyć i pracować trzeba. Po ludzku zdana przede wszystkim na siebie, uczę się polegać przede wszystkim na Nim. [Dziewięć dni tygodnia]

*

Ostatni miesiąc to pogłębiająca się lawinowo depresja. Wczoraj dotarłam do jej dna. Dno znajduje się we mnie. Znalazłam punkt oparcia.


12.06.2008


KOMENTARZE - tutaj


.